piątek, 24 czerwca 2011

Cinque Terre

Wstajemy wyjątkowo wcześnie, bo plany na dzisiaj mamy bardzo ambitne. Jedziemy zobaczyć właściwie już inną krainę geograficzną, bo od miejscowości La Spezia zaczyna się liguria. Będąc w okolicach Pisy mamy zaledwie niecałe 2 godzinki ( z przesiadkami) do przeuroczego miejsca zwanego Cinque Terre. Jest to pięć małych miasteczek usadowionych na skałach, gdzie mieszkańcy pracując przez wieki, dali radę przekształcić mało urodzajny teren w bogate wioski nadmorskie, płodne tarasy, pełne życiodajnych roślin, takich jak drzewa oliwkowe i winorośle.
Cinque Terre zostały uznane przez UNESCO w roku 1997 i dziś stanowią Park Narodowy. Czego tam nie ma: maleńkie urocze plaże, skały, groty, morskie urwiska, średniowieczne osady, sanktuaria, widokowe ścieżki nadmorskie, wznoszące się tarasowo winnice i gaje oliwne, świetne ścieżki trekingowe i trasy spacerowe, a do tego wszystko połączone linią kolejową wtapiającą się dyskretnie w krajobraz jak z bajki.
Jednego dnia zwiedziliśmy 5 maleńkich, przytulonych do skał miejscowości umiejscowionych między wzniesieniami górskimi opadającymi wprost do morza: Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore.

Naszą wyciekę rozpoczęliśmy od zakupienia biletu kolejowego, który ważny jest przez 6 godzin od skasowania i pozwala nam na dowolną ilość przesiadek na całej linii od Riomaggiore do Monterosso. Jednym słowem, dobrze kupić sobie bilet do ostatniej stacji Monterosso i zanim się tam dojedzie, wysiadać na wcześniejszych stacjach, zwiedzając kolejne miasteczka. Odległości od jednej stacji do drugiej to zaledwie 5 minut jazdy pociągiem.

W Riomaggiore od razu kupujemy karty wstępu do parku narodowego 5 terre za 5 EUR, które uprawniają do przejścia malowniczą alejką miłości i poruszania się specjalnymi autobusami. W Riomaggiore zaczyna się słynna Ulica Miłości nad morskim urwiskiem. Każdy z turystów pragnie przejść się tą romantyczną uliczką, która prowadzi do wioski Manarola. Podobno jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Podziwia się niespotykane pejzaże, słucha się dźwięku fal uderzających w skały, wdychając słonawe powietrze. Niestety, cały romantyzm i urok tego miejsca został zastąpiony gwarną, międzynarodową (głównie japońsko – amerykańską) pielgrzymką, depczącą sobie po piętach. Tłum ten przetacza się przez uliczkę, wściekle atakując aparatami ciekawe krajobrazowo miejsca. Jeśli chcemy zobaczyć wszystko, co oferuje uliczka miłości, musimy dołączyć do pielgrzymki, więc idziemy wtłoczeni w ten barwny korowód.



















Oczywiście pejzaże są piękne, ale z ulgą dochodzimy po 20 minutach miejscowości Manarola i odłączamy się od tłumów, by zagłębić się w uliczkach kolejnej miejscowości.

Na zboczach Manarola podziwiać można typowe tarasy z winnicami i murki z zaprawy, schodząc w stronę morza znajdujemy urocze pasaże i punkty widokowe. Wskakujemy do pociągu i podejmujemy decyzję, że jedziemy już do ostatniej stacji, gdzie planowaliśmy dłuższy pobyt, natomiast miejscowości Corniglia i Varnazza zobaczymy w drodze powrotnej.





 




Jedziemy do Monterosso. Wysiadamy ze stacji i zamieramy z wrażenia. Stacja kolejowa z widokiem na plażę – to jest to! Morze liguryjskie ma w tym miejscu przeliczą lazurową barwę, więc przechadzamy się promenadą i podziwiamy piękne widoki. Dochodzimy do centrum wioski i krążymy po zabytkowych uliczkach. Jest ich zaledwie kilka i zobaczenie wszystkiego zajmuje dosłownie chwilkę, ale wrażenie jest przemiłe. Stwierdzamy zgodnie, że jest to bardziej romantyczne miejsce niż uliczka miłości ;)
Po chwili odpoczynku idziemy zakosztować kąpieli w morzu. Problemem dla turystów jest tu niestety fakt, że wejścia na plaże są płatne, ale jest zawsze jakieś miejsce wolne od opłat i tam jest niestety tłum ludzi, więc wcisnąć się w wolną przestrzeń niełatwo. Ludzie na bezpłatnych plażach wyglądają jak stłoczone brązowe sardynki ;) W Monterosso są 3 małe skrawki bezpłatnej plaży, a my idziemy na sam koniec do tzw Gigante, gdzie wydaje się leżeć najmniej ludzi. Szybka kąpiel w cieplutkim lazurowym morzu i wracamy, bo siedzenie na zatłoczonej plaży nie jest szczególnie przyjemne.

stacja kolejowa w Monterosso












Jedziemy do Vernazzy. Powstałe około roku tysięcznego miasteczko Vernazza jest tym z pośród pięciu osad Cinque Terre, które najlepiej zachowało aspekt morskiej osady dzięki swojemu wygodnemu i bezpiecznemu portowi i morskiej tradycji zauważalnej tu od czasów antycznych. Spadziste i ciasne trasy obniżają się w kierunku głównej ulicy, która zamyka się na małym placyku zwróconym przodem do morza. Na nim mini plaża i zacumowane łodzie rybackie. Bardzo malownicze miejsce!











Dalej udajemy się do ostatniej już miejscowości Corniglia. Aby dotrzeć do tego miasteczka należy wspiąć się na górkę „Ladrina” gdzie czeka nas wspinaczka po kamiennych schodkach w ilości 377 stopni lub też przejść drogę prowadzącą od stacji kolejowej. Mając karty 5 terre jedziemy specjalnym autobusem na górę, a słynne schodki zostawiamy sobie na drogę powrotną.
Część zamieszkała rozciąga się wzdłuż głównej ulicy – Fieschi. Domy z jednej strony kierują się ku ulicy, z drugiej – ku morzu.
Miasteczko całkiem inne niż pozostałe miasteczka Cinque Terre, ponieważ wznosi się na szczycie przylądka na wysokości około stu metrów i opada nagle w morze. Na szczycie rozpościera się taras widokowy, z którego można dostrzec, jak czysta i przejrzysta jest tutaj woda w morzu.









Podsumowując wycieczkę, wszystkie miejscowości są urocze i mają swój niepowtarzalny klimat, ale zdecydowanie najpiękniejsze z nich to Monterosso, Riomaggire i Varnazza. Warto skusić się na kąpiel w Monterosso, bo takiej wody i kolorów nie widzieliśmy już gdzie indziej na wybrzeżu. Natomiast niestety, trzeba się nastawić na tłumy odwiedzających. Już wiemy, że te słynne tłumy we Florencji to nic w porównaniu do liczby zwiedzających 5 terre. My byliśmy tam w piątek, a w weekendy podobno jest jeszcze gorzej, czego nie jestem sobie w stanie wyobrazić, ale co ciekawe, mimo tylu odwiedzających, ceny tu są bardziej przystępne niż we Florencji (capuccino w barze na starówce w Riomaggiore kosztowało 1,30 EUR - czego nie mogliśmy sobie odmówić ;)


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz