czwartek, 7 lutego 2013

Kuala Lumpur - Batu Caves i Central Market

Batu CavesWstaliśmy o 2 rano polskiego czasu, żeby w końcu przestawić się na czas malajski. Na śniadanie wybraliśmy stoisko chińskie. Maciek miał niezbyt smaczną zupę, Tomek ryż, a ja noodle. Spróbowaliśmy, ale kuchnią chińską w tym wydaniu nie jesteśmy szczególnie zachwyceni. Za to śniadanko zapłaciliśmy jednak tylko 16 zł na 3 osoby. Potem spróbowaliśmy jeszcze pysznego ciasteczka na ostro z kurczakiem i aromatycznymi przyprawami. Kolejką KTM pojechaliśmy do Batu Caves –  hinduskiej świątyni w jaskiniach.
Do świątyni prowadzi 250 schodków. 

Batu CavesPrzed wejściem grasują małpy, przyzwyczajone do karmienia przez turystów, dlatego trzeba trochę uważać, a najlepiej nie mieć przy sobie nic do jedzenia, bo małpki to sobie zabiorą. Wstęp do świątyni jest bezpłatny, ale w drugiej jaskini (dark cave) można zapłacić za wycieczkę z przewodnikiem i pochodzić w ciemnościach z latarką (ok. 35 zł ścieżka dydaktyczna 45 min, chyba 50/60 zł 3 godzinna ścieżka dla żądnych wrażeń). Jaskinia ta jest pełna różnych żyjątek (również pająki – wrrrr). Pogoda była na tyle łaskawa, że pozwoliła nam zobaczyć świątynię i na dobre zaczęło lać, jak już wracaliśmy do pociągu. Dojazd jest łatwy i wygodny, a do tego tani – 4 zł w dwie strony. Potem wypiliśmy sok kokosowy, które niezwykle orzeźwia.

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Batu Caves

Sri MahamariammamPo powrocie do hotelu mieliśmy nadzieję, że już będzie wózek, ale nic z tego. Z recepcji dowiedzieliśmy się, że dowiozą go do hotelu dopiero wieczorem. Trudno, poszliśmy dalej zwiedzać, a Maciek cały czas z Olafem na rękach. Najpierw hinduska świątynia w sercu china town, gdzie akurat trwało nabożeństwo, później kolejna chińska świątynia i spacer do Placu Niepodległości, przy którym stoi pałac i meczet. Ślicznie to wygląda – duży reprezentacyjny plac z narodową flagą, wielkie boisko, przy nim ogromny ekran, na którym wyświetlano właśnie mecz. Odpoczęliśmy chwilkę przy skwerku z fontannami, Olaf biegał jak szalony i zaczepiał wszystkich, wołając do każdego ‘pa pa’, więc niektórzy koniecznie chcieli mieć z nim zdjęcie. Ale nie tylko Olaf wydał się egzotyczny dla miejscowych, bo Tomek również został nieśmiało zaczepiony przez 2 dziewczyny, co udało mi się uwiecznić na zdjęciu ;).
Potem poszliśmy na Central Market, czyli obowiązkowy punkt zwiedzania Kuala Lumpur. Tam zatrzymaliśmy się w jednej z jadłodajni, tym razem hinduskiej i zjedliśmy pyszne wariacje na temat chlebków: roti i nan z różnymi sosami, masalę i nasi goreng. Do picia sok ze świeżej limonki i milo na zimno (malajska czekolada). Cała ta uczta kosztowała nas w sumie 20 zł na 3 osoby z napiwkiem. Po powrocie do hotelu zastaliśmy w końcu nasz wózek. Na szczęście, bo jutro jedziemy dalej. Szybkie pakowanie i usypianie Olafa. Niestety Olaf po około 2 godzinach snu, obudził się z wielką ochota na zabawę. Nie dało mu się wytłumaczyć, że jest środek nocy, dla niego pewnie była godzina 18.


Kuala Lumpur Central Market

Kuala Lumpur Central Market

Sri Mahamariammam

Sri Mahamariammam

Guan Di Temple

Kuala Lumpur Central Market

Bangunan Sultan Abdul Samad

Muzium Tekstil

Merdeka Square

Merdaka Square

Bangunan Sultan Abdul Samad

Masjid Jamek

Komunikacja miejska w Kuala Lumpur jest łatwa, przejrzysta, tania, szybka i czysta. 
Rozkład jazdy do Batu Caves - my wsiadaliśmy i wracaliśmy na zabytkowej stacji Kuala Lumpur (kilka minut piechotą od Pasar Seni, idzie się kładką ponad ulicami). Koszt 4 MYR w 2 strony (dzieci 50%). Kupowaliśmy bilety dla  3 dorosłych i dziecka, pokazując Olafa. Pani w kasie pomachała ręką i powiedziała, że dla takiego malucha nie potrzebujemy biletu.

Kuala Lumpur
Jedliśmy oczywiście nie w restauracjach tylko na ulicy – jest smacznie, tanio i egzotycznie (dania od 3 do maksymalnie 15 zł). Ceny piw nieco zaskakują, ale w końcu to kraj muzułmański, duże piwo 0,640 l w sklepie ok. 15 zł, w super promocjach 11. W knajpkach niewiele drożej. Dla spragnionych ojczyzny i procentów :) - widzieliśmy w sklepie wódkę polską (o takiej właśnie nazwie) w cenie 2 piw.








Brak komentarzy :

Prześlij komentarz