środa, 22 czerwca 2011

Piza nocą, Florencja w dzień

Do Pizy lecimy z Krakowa linią Ryanair - bilety oczywiście zakupione w cenie promocyjnej za grosze ;). Lot o czasie, żadnych niespodzianek, a nawet przylatujemy pół godziny przed czasem.

Po wylądowaniu, jedziemy do Pietrasanty gdzie będziemy nocować u Cioci Zosi i wyruszać na zwiedzanie okolicy. Po drodze odwiedzamy jeszcze Pizę, żeby zobaczyć słynną wieżę nocą. Mimo późnej godziny nadal widać wielu turystów, ale zdecydowanie mniej niż za dnia. Po drodze jedziemy przez wybrzeże i miasteczka nadmorskie takie jak Viareggio i Forte dei Marmi. Życie nocne kwitnie
, mimo późnej godziny i zwykłego dnia tygodnia. Około 23 dojeżdżamy na miejsce i idziemy spać, bo wcześnie rano wstajemy, żeby zdążyć na pociąg do Florencji.

Florencja 22.06.2011
Wcześnie rano pobudka, śniadanie i od razu jedziemy do Florencji pociągiem Regionale ze stacji Forte dei Marmi i z przesiadką w Pizie. Pociągi są raczej punktualne, czyste i klimatyzowane. Bilety trzeba skasować przed wejściem na peron.Dowiedzieliśmy się, że warto kupić od razu bilet powrotny, nie ze względu na cenę tylko z powodu makabrycznych kolejek na stacji we Florencji. Podróż minęła szybko i przyjemnie i rzeczywiście na stacji od razu ucieszyliśmy się, że mamy już kupione bilety na powrót, gdy zobaczyliśmy jak długie są tam kolejki do kas i do automatów z biletami.

Zwiedzanie zaczynamy od pobliskiego kościoła Santa Maria Novella - na zewnątrz: romański gotyk fasady z białego i zielonego marmuru, przed nim skąpany w słońcu plac o tej samej nazwie.
W pobliżu kościoła, przy via della Scala 16, mieści się Officina Profumo Santa Maria Novella. W jej oszałamiających wnętrzach piętrzą się tysiące flakonów perfum, wód różanych, esencji, olejków, pudrów, mydeł, kosmetyków oraz ziołowych nalewek, rygorystycznie sporządzanych podług dawnych receptur.
Z zewnątrz niepozorna kamienica, ale wnętrza są bogato zdobione i przyjemnie przesycone zapachem połączenia drogerii ze sklepem zielarskim. Można tu kupić oryginalne wyroby ziołowe i kosmetyczne. Mijamy kolejne maleńkie, uliczki o ciekawych nazwach Inferno i Purgatorio (Piekło i Czyściec). Szare, wysokie mury kamienic tchną wielowiekową wilgocią, do tego wąskie uliczki przyjemnie osłaniają przed prażącym południowym słońcem. Dochodzimy do kościoła
Santa Trinita. Powstał w XI wieku, niespełna dwa wieki później nadano mu gotycki kształt, aż w końcu XVI wieku uzupełniono fasadą z popielatego kamienia typowego dla budownictwa całej Toskanii. Idziemy dalej uliczką pełną markowych sklepów wielkich projektantów mody, by spojrzeć na Arno, krnąbrną i groźną rzekę.
Widok stąd jest zaskakujący: po mroku średniowiecznych uliczek - przestrzeń i światło. Po obu stronach rzeki szerokie aleje, tak zwane Lungarni, a po naszej lewej ręce Ponte Vecchio, most jubilerów. Bardzo dobry punkt do zrobienia ślicznych zdjęć mostu, gdyż nie jest tu aż tak tłoczno. Nie wiemy skąd takie złe opinie o Arno, jako śmierdzącej i brudnej rzece. Owszem, nie jest czysta, ale nie rożni się zbytnio od Wisły czy Wełtawy i nie czuliśmy, żeby cuchnęła, jak twierdzą niektórzy internauci.
Wracamy mostem na via Tornabuoni, ongiś ulicę arystokratów i bogatych kupców. Monumentalne fasady pałaców i szykowne wystawy sprawiają, iż via Tornabuoni wciąż pozostaje najszykowniejszą ulicą miasta. Idziemy w kierunku Palazzo Strozzi, wybudowanego pod koniec XV wieku. To kwintesencja pałacowej architektury renesansowej - troszkę przytłaczający swoją wielkością i masywnością. Udajemy się dalej na Piazza della Repubblica - plac w samym środku miasta. W czasach rzymskich właśnie tu znajdowało się Forum, a obok Kapitol.
Przy placu znajduje się cukiernia o swojsko brzmiącej nazwie - Paszkowski - nasz osiadły we Florencji rodak Karol Paszkowski był na początku wieku właścicielem słynnych wówczas browarów Birra Paszkowski, które później przeszły w inne ręce i ślad po nazwie zaginął. Nazwisko rodaka, który cieszył się tytułem honorowego konsula Rzeczypospolitej, pielęgnuje cukiernia, utrzymana w dobrym stylu, ongiś miejsce spotkań wielu sławnych Polaków. Przed wejściem jest elegancki cennik - cappuccino jedyne 5 EUR ;)
Dalej udajemy się zobaczyć Basilica San Lorenzo i mijamy Palazzo Medici Riccardi, dom-fortecę z ładnym dziedzińcem, który wieńczy ogród wypełniony rzeźbami. Idziemy w kierunku największej atrakcji. Z nieba leje się żar i naszym oczom ukazuje się oślepiająca biel marmurowych fasad najpiękniejszego kompleksu świątynnego Duomo, katedra Santa Maria del Fiore. Przed nią niższa, ośmiokątna budowla - Baptysterium.
Budynki otacza długa kolejka zwiedzających czekających na wejście. Katedra jest nadal oczyszczana i można zobaczyć różnicę w kolorze marmuru już oczyszczonego i brudnego. Widać, jak ważna jest praca konserwatorów zabytków. Wrażenie jest niesamowite. Idziemy jedank dalej gwarną ulicą i mijamy dawny spichlerz przekształcony w kościół Orsanmichele.

Via dei Calzaiuoli otwiera się na jeden z najsłynniejszych włoskich placów – piazza della Signoria.
Dużą przestrzeń ogranicza czworobok starych kamienic, na wprost nas wznosi się dumnie największa budowla symbolizująca władzę świecką – Palazzo Vecchio, po jego lewej stronie fontanna Neptuna, zaś po prawej Loggia dei Lanzi. W głębi już widać jedno z najsłynniejszych muzeów świata - Gallerię Uffizi i tłumy turystów oraz wycieczek chodzących, siedzących, robiących zdjęcia, stojących w kolejkach. Hałas, gwar i żar z nieba powodują natychmiastową chęć odpoczynku, ale każdy skrawek schodów, o ławkach nie wspominając, jest już zajęty. ludzie siadają nawet na skrawkach witryn sklepowych. Uciekamy stamtąd w kierunku Mercato Nuovo (Nowy Targ), żeby zgodnie z tradycją pogłaskać po wybłyszczonym ryju dzika z brązu. Trzeba też rzucić mu monetę, by tu jeszcze kiedyś powrócić. Oczywiście tu także turyści i komitet kolejkowy do zrobienia zdjęcia z dzikiem ;)
Teraz ze spokojnym sumieniem wchodzimy w ulicę Por Santa Maria, która prowadzi nas do Ponte Vecchio.
Początkowo trudno się zorientować, że to jest most. Jest zabudowany sklepikami ze złotem i masą przetaczających się nim ludzi. Most z pewnością jest piękny, ale jego czar i urok może rozczarować kogoś, kto sądził, że będzie też romantyczny. wiemy, że wielu panów planuje tu oświadczyny, ale jako kobieta stanowczo odradzam to miejsce! Pięknie jest może bardzo późno w nocy (nie wiem, bo nie byłam), ale w dzień można przypadkowo oświadczyć się komuś innemu, albo wybranka może nas nie usłyszeć - tylu tam ludzi i taki gwar ;) Poza tym wyroby jubilerskie w witrynach sklepowych są tak śliczne, że pierścionek narzeczonego może wypaść dość blado ;) Trudno uwierzyć, że ten pięknie zachowany średniowieczny most, olśniewający luksusem jubilerskich witryn, był do XVI wieku najbardziej smrodliwym fragmentem Florencji. Wtedy miejsce złotników zajmowali rzeźnicy rozbierający tusze, sprzedawcy ryb patroszący swój towar i garbarze moczący skóry w końskiej urynie. Nad sklepami, po prawej stronie mostu, biegnie Corridoio Vasariano, gigantyczny pasaż, którym Medyceusze mogli przejść bez szwanku od Palazzo Vecchio do Palazzo Pitti znajdującego się po drugiej stronie rzeki.
Na tym kończymy zwiedzanie Florencji. Są jeszcze dwa miejsca, planowaliśmy iść: Ogród Bardini i wzgórze Michała Anioła z piękną panoramą miasta, ale wówczas wycieczka przedłużyłaby się nam do późnych godzin nocnych, a jesteśmy jednak ograniczeni rozkładem pociągów.
Podsumowując, Florencja jest piękna i warto ją zwiedzić. Nie zgadzam się z opiniami, że śmierdzi i jest brudno, a uwagi o tłumach turystów, którzy skutecznie niszczą atmosferę miasta... no cóż.. jest ich wielu, ale na to się trzeba przygotować i nie dziwić się, że miasto uważane za perełkę architektury, podobnie jak my, ma ochotę zwiedzić milion innych ludzi. Jest też drogo, ale to nie powinno chyba nikogo zaskoczyć - niestety to 'drogo' nie odnosi się jedynie do zakupów (woda mineralna ok 2 EUR), kawiarni czy ubikacji (0,60 EUR), ale również do zwiedzania zabytków. Nie dziwią nas płatne i drogie wejścia do znanych muzeów, pałaców i galerii tylko fakt, że wejścia do praktycznie wszystkich zabytkowych kościołów są płatne (średnio około 3,5 EUR), co w porównaniu np. z Rzymem (gdzie przepiękne kościoły były udostępnione dla wszystkich) nam się nie podobało. Ale przynajmniej dobrze, że nie trzeba kupować biletu na Ponte Vecchio, tak jak na Złotą Uliczkę w Pradze :) )



 










Brak komentarzy :

Prześlij komentarz