sobota, 17 sierpnia 2013

Pillnitz i powrót do domu


Olaf obudził się o 5:30, więc było sporo czasu na spokojne spakowanie rzeczy. W drodze powrotnej pojechaliśmy jeszcze zobaczyć pałace i ogród Pillnitz.

Wstęp na teren parku kosztuje 2 E. Do wnętrz pałacowych, nie zaglądaliśmy, ale na terenie parku była akurat wystawa rzeźb Małgorzaty Chodakowskiej i fotografii Fridy von Weissenfels. Park jest duży i spędziliśmy w nim około 3 godzin. Niestety był częściowo remontowany i nie mogliśmy zobaczyć pięknej fontanny i kwiatów w Lustgarten (ogrodzie przyjemności). Sądzę, że i tego miejsca nie oszczędziła czerwcowa powódź i niestety cześć terenu wymagała naprawy. Pałac leży tuż nad Łabą, do której wprost prowadzą pałacowe schodki.


Cóż tu wiele opowiadać, trzeba to zobaczyć. Niedaleko od pałacu są też winnice, które widać po drodze, krajobraz przypominający małe francuskie lub włoskie miasteczko, ale niestety nie mieliśmy czasu, żeby jeszcze tam się zatrzymywać. W drodze powrotnej praktycznie aż do Zgorzelca musieliśmy jechać objazdem z powodu remontu autostrady, dlatego droga nam się nieco przedłużyła. Olaf i tak świetnie zniósł 5 godzin jazy samochodem.


Dawniej, gdyby ktoś nam powiedział, że w 2013 roku spędzimy urlop w Niemczech, to uśmiechnęlibyśmy się i powiedzieli, że to mało prawdopodobne, no chyba że u znajomych. Oczywiście wiedzieliśmy o pięknych regionach, bajkowych zameczkach, wspaniałych górach, jednak ceny zwyczajnie odstraszały, a do tego jak mielibyśmy bardzo daleko jechać samochodem, to już wolimy równie drogą Chorwację. Od jakiegoś czasu, za sprawą pewnego wideoklipu, chodziła nam pogłowie wycieczka do Drezna. Chcieliśmy zwiedzić Wrocław i Drezno w jakiś długi weekend, ale okazało się, że okolice Drezna mają o wiele więcej do zaoferowania. No i jak to zwykle bywa, czym więcej mieliśmy informacji, tym bardziej chcieliśmy tam pojechać na dłużej. Okazało się też, że cenowo Saksonia w porównaniu z innymi regionami Niemiec jest tańsza.


Szukając noclegu w szczycie sezonu (połowa sierpnia), udało nam się znaleźć do wynajęcia całe 50 metrowe mieszkanie (góra domu jednorodzinnego) z dużą kuchnią, salonem, dużą sypialnią i balkonem z widokiem na góry za 35 E/noc. Cały czas ciekawi mnie, czy udałoby się znaleźć nocleg taniej, będąc już na miejscu, ale nie mieliśmy odwagi tego sprawdzać i ryzykować, będąc po całodziennym zwiedzaniu Drezna z małym dzieckiem i bez znajomości niemieckiego. Do tego mieszkanko bardzo nam się podobało, było jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach w Internecie. Jeśli chodzi o jedzenie, ceny dla nas są chyba nadal wysokie, choć porównywalne z polskimi kurortami nad morzem lub w górach. Podaję ceny z bardzo obleganych turystycznie kurortów: pizza 6 E, piwo ok. 2 – 3 E, kiełbaska z bułką średnio 2 E, kawa z mlekiem 2 E, zupa pomidorowa z tostem 3 E. Zestawy obiadowe to dla nas wielka niewiadoma, ponieważ nie znam niemieckiego, ale myślę, że za 11 E coś by się zjadło. Niespodzianką dla mnie było fakt, że mało kto w tym rejonie posługuje się językiem angielskim. Turystów nie niemieckich też nie ma zbyt wielu, spotkaliśmy Francuzów, Holendrów i jedynie w Rathen można było zobaczyć zorganizowane grupy turystów z Azji. Po raz pierwszy podczas wyjazdu za granicę nie mogłam się dogadać!
Okolice Szwajcarii saksońskiej nas urzekły, można by tam spędzić cały miesiąc i codziennie chodzić innymi szlakami lub odwiedzać malownicze miasteczka położone nad Łabą. Na pewno warto tam wrócić. Do tego tuż za granicą jest Czeska Szwajcaria, na którą nie starczyło nam sił i czasu, a chcieliśmy jeszcze tam pojechać. Z kolei w okolicach Drezna znajdują się romantyczne pałace i piękne winnice, kolej wąskotorowa i słynna Miśnia. Naprawdę dużo atrakcji i pięknych miejsc, a człowiek nawet nie wiedział, że wszystko to za przysłowiową miedzą, w dawnym DDR ;)


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz