środa, 12 sierpnia 2015

W Kazimierzu Dolnym

Spędzając wakacje na Lubelszczyźnie, już drugiego dnia pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. O atrakcyjności Kazimierza nie będę się rozpisywać, bo kto raz był, wie, dlaczego ściągają tam weekendowo tłumy Warszawiaków i nie tylko.
Turystyczna perła Lubelszczyzny - czego tu nie ma: ruiny zamku, baszta, zabytkowy rynek główny i rynek mały, do których przylegają pięknie utrzymane zabytkowe kamienice, spichlerze, kościoły, synagoga, klasztor, są rejsy statkiem i przejazdy samochodami terenowymi, i jeszcze wiele innych atrakcji oraz wydarzeń kulturalnych, o znanym festiwalu filmowym nie wspomnę. 




Po obowiązkowym spacerze kazimierskimi uliczkami, przeszliśmy też całą ulicę Krakowską, a wracaliśmy wzdłuż bulwaru nad Wisłą. Później była wizyta w słynnej artystycznej piekarni i zakup kogutów: drożdżowego i lizaka. A dlaczego to właśnie kogut jest symbolem tego małego uroczego miasteczka, można dowiedzieć się z legendy
 




Kiedy tak spacerowaliśmy, przypominały mi się dawne czasy, kiedy to dwukrotnie odwiedziłam Kazimierz. Za każdym razem było troszkę inaczej, ale koguta i piekarnię Sarzyńskiego pamiętam zawsze tak samo, a chciałabym, żeby Olaf też miał takie wspomnienia. Podobno w czasie letnich weekendów Kazimierz jest bardzo zatłoczony, my jednak byliśmy tam w środę i bez problemu znaleźliśmy miejsce na parkingu. Na końcu wybraliśmy się do Korzeniowego Dołu. Jest to lessowy wąwóz, który robi wspaniałe wrażenie późnym popołudniem, kiedy promienie słoneczne przeciskają się pomiędzy korzeniami drzew i obserwujemy przepiękną grę światła i cienia.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz