wtorek, 11 listopada 2014

Misja "Krasnal"




Od dawna chciałam zwiedzić Wrocław. W zasadzie byłam tam już kiedyś na szkolnej wycieczce, z której zapamiętałam Panoramę Racławicką i ogród zoologiczny, ale rynku wcale nie kojarzę, może dlatego, że było to w roku 1990. Później odwiedziłam Wrocław jeszcze raz i zapamiętałam halę targową oraz przepiękny dworzec kolejowy. Po raz trzeci, byliśmy tam tylko na lotnisku, skąd wylatywaliśmy na Kretę. Dopiero w te wakacje tak naprawdę odkrywaliśmy Wrocław świadomie, na własną rękę i bez pośpiechu. Lipcowy weekend zapowiadał się pięknie, choć zanosiło się na przelotne opady.


Po 2 godzinach samochodowej jazdy, dotarliśmy do centrum i hotelu Invite, który skusił nas promocją 100 zł za nocleg dla 3 osób. Warunki, jak za tę cenę, mieliśmy świetne, a hotel jest bardzo dobrze skomunikowany z centrum, do którego dojechaliśmy tramwajem.


Stare miasto, wyspy na Odrze, ale przede wszystkim Ostrów Tumski i rynek robią niesamowite wrażenie. Wrocław to jedno z najbardziej romantycznych miast w Polsce, jakie miałam okazję zwiedzać.





 


Miasto jest duże, tętni życiem, ale nie przeciskamy się przez tłumy turystów. Oczywiście turyści są, ale w porównaniu do Krakowa, Gdańska czy Zakopanego, nie odczuwa się takiego tłoku, a przecież jesteśmy tu w sezonie. Spacer po Ostrowie Tumskim, najstarszej części Wrocławia, jest oczywiście punktem obowiązkowym. Oglądamy tę część miasta w godzinach dopołudniowych, jemy rewelacyjne lody i mogę sobie tylko wyobrazić, jak pięknie może tu być wieczorem, kiedy zapada zmrok i zapalane są gazowe latarnie. Podobno jeszcze ładniej i tajemniczo wyspa prezentuje się o świcie.








My jednak nie przyjechaliśmy tutaj z Olafem, aby przeżywać romantyczne uniesienia. Naszym celem jest misja specjalna – odnalezienie jak największej liczby krasnali. A jest we Wrocławiu czego szukać - prawie 300 krasnali w różnych częściach miasta. Zaopatrzeni w krasnoludową mapę, rozpoczynamy poszukiwania. Pierwszego gnoma nie zauważyliśmy. Dopiero wracając, dostrzegliśmy go na moście na gazowej latarni.



Kolejne dwa krasnale zaznaczone na naszej mapie zostały brutalnie przez kogoś zlikwidowane i pozostały po nich jedynie ślady. Niestety, uprowadzenia krasnali zdarzają się we Wrocławiu dość często. Potem było już łatwiej, ponieważ nasze zmysły wyostrzyły się i przestawiły na krasnoludkowy tryb szukania. To mniej więcej tak, jak z chodzeniem na grzyby. Najpierw nie dostrzegasz żadnego, ale po znalezieniu tego pierwszego jest coraz łatwiej, bo wiesz jak szukać i gdzie patrzeć.



A tutaj jest, jak to określiła przewodniczka grupy Rosjan, "Gnomek Italianiec".








Papa krasnal - czyli pierwszy krasnal we Wrocławiu!



Przed Panoramą Racławicką - Olafa od tego krasnoludka musieliśmy oderwać podstępem







A oto mój ulubienic krasnal podróżnik


Tuż przed fabryką Herbapol, krasnal z ziółkiem...



Na poczcie też się znalazły...









A to nie jest krasnal tylko nietypowa rzeźba na kamienicy przy Placu Solnym.
Nad wejściem do redakcji Gazety Wyborczej znajduje się rzeźba autorstwa Stanisława Wysockiego. Żartobliwie określa się go jako jedyny na świecie "pomnik przepukliny pępkowej". Jako model do odlewu wykonanego przez Stanisława Wysockiego posłużył wrocławski grafik Eugeniusz Get-Stankiewicz. Figura była tak wierną kopią modela, że na jej podstawie zdiagnozowano u Geta przepuklinę, którą natychmiast operowano.




A ten przegląda słitfocie na fejsie ;)


A jak się kończy kasa....


Dwa niegrzeczne krasnale Opiłek i Ogorzałek. Nie bacząc na zakazy – polewają gorzałę i opijają się nią, w samym centrum miasta!


Jeden jest głuchy, drugi niewidomy, a trzeci jeździ na wózku. Niepełnosprawne krasnale stanęły pod ratuszem miejskim. Jako pierwszy na ulicach Wrocławia pojawił się krasnal W-skers, potem dołączyły do niego dwa kolejne krasnoludki - niewidomy i głuchoniemy.
Krasnale mają przypominać sprawnym mieszkańcom miasta, że wśród nich są osoby niepełnosprawne, które tak samo jak oni – chcą funkcjonować w mieście i być szczęśliwymi ludźmi.



Dwa pierogi i w nogi...




Na Ostrowie Tumskim praktycznie obok katedry znajdujemy ładny ogród botaniczny, gdzie spędzamy popołudnie i znajdujemy kolejne krasnoludki. Wstęp – 15 zł













W trakcie „polowania” z aparatem na krasnoludki, podziwialiśmy przepiękne budowle starego miasta, wiekowe budynki i brukowane uliczki, urocze kamienice Jasia i Małgosię, ratusz z najstarszą w Europie restauracją w podziemiach, piękny rynek i kościoły.



















Weszłam na mostek pokutnic w kościele św. Marii Magdaleny, którego legenda mnie zaciekawiła, a historia urzekła. Wśród mieszkańców miasta zaczęły krążyć opowieści o dziwnych odgłosach dochodzących z góry. Podobno spóźnieni przechodnie słyszeli nocą jęki i szelest mioteł zamiatających posadzkę. Matki zaczęły więc straszyć córki, nieskore do wyjścia za mąż, pokutującymi na mostku dziewczętami, które wolały zabawę i beztroski żywot panny od obowiązków żony i gospodyni. Zmarły, nie zaznawszy stanu małżeńskiego i za karę po wieczne czasy będą sprzątać ów mostek pomiędzy wieżami. Mostek zwany również „mostkiem czarownic” (wstęp 5 zł) znajduje się na wysokości 45 metrów, łączy dwie wieże I od początku pełnił funkcję punktu widokowego. Urządzono na nim nawet koncert orkiestry. Mostek spłonął wraz z wieżami w nocy z 22 na 23 marca 1887 roku, podczas pokazu fajerwerków z okazji urodzin cesarza. Kolejny raz ucierpiał w czasie II wojny światowej, a kiedy my zwiedzaliśmy Wrocław, był akurat w remoncie, ale można było na niego wejść.
Bardzo ładnie prezentuje się gmach Muzeum Narodowego, a nieopodal jest bulwar nad Odrą z pięknym, widokiem na Ostrów Tumski I małą zatoką gondoli.





Wymowne nazwy posiadają wrocławskie ulice.
Na ulicy Więziennej krzyżującej się z Nożowniczą oglądamy średniowieczne więzienie o którego istnieniu przypomina uwięziony krasnal. 
 


Udajemy się też na ulicę Jatki. Od 1242 roku na tej ulicy skupiały się stragany rzeźnicze, od których nadano nazwę całemu kwartałowi miasta Wrocławia.
W tym miejscy stanął pomnik zwierząt oddawanych na rzeź oraz tablica z napisem Ku czci Zwierząt Rzeźnych - Konsumenci, a przy wejściu znajduje się tablica ku czci prostych działań (1+1=2)




Drewniane podcienia stosowane w kramach rzeźnych chroniły mięso przed słońcem I stanowiły stelaż do jego ekspozycji. Zachowanym do dziś rynsztokiem pośrodku uliczki płynęła krew z ubitych zwierząt oraz zwykłe dla tamtych czasów nieczystości. Obecnie w dawnych kramach mieszczą się galerie oraz pracownie artystyczne.
Na Jatkach znajdujemy najmniej sympatycznego krasnala – rzeźnika. Innym ciekawym wrocławskim zaułkiem jest ulica Psie Budy. Dziś nieco zaniedbana, ale znając historię tego miejsca, warto uruchomić wyobraźnię. Wąska uliczka, która dziś jest przedłużeniem ulicy Szajnochy, ma około 150 metrów długości. W średniowieczu to właśnie tutaj, w drewnianych chatach, mieszkali najbiedniejsi wrocławianie. Żaden budynek z powstałych w XVI wieku nie zachował się w całości. Jedynie dom nr 14 posiada portal z datą 1568 I jest to najstarszy fragment tej ulicy. Dawniej w centrum mieszkali bogacze, a im bliżej murów, tym było biedniej. Uboga zabudowa tego zaułka przypominała budy dla psów. Lokalizacja uliczki sprzyjała handlowi. Oprócz pracowni rzemieślniczych znajdowały się tam gospody oraz domy publiczne. Psie Budy powinni odwiedzić fani kryminałów Marka Krajewskiego, ponieważ w jednej z podejrzanych knajp często bywał detektyw Eberhard Mock. W Kamienicy pod Czarnym Kozłem, pod numerem 10, mieściła się jedna z najsłynniejszych wrocławskich knajp. Idąc tą uliczką trudno uwierzyć, że nic się nie robi z taką atrakcją turystyczną. Kamienice proszą się o renowację.






Lipcowy weekend we Wrocławiu był pełen wrażeń i na pewno tu wrócimy! Po pierwsze, tak nam się spodobał, że chcemy tu wrócić. Po drugie, nie zobaczyliśmy jeszcze wszystkiego, a szczególności przepięknych parków miejskich z Ogrodem Japońskim i Pergolą.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz