wtorek, 28 października 2014

Weekend w Brabancji i mieście, którego nazwy nie potrafimy wymówić - ‘s-Hertogenbosch




W pewne czerwcowe popołudnie ogarnia mnie wielka chęć, żeby przejrzeć kolejny raz w tygodniu loty. Jest kilka interesujących kierunków, niestety tylko w środku tygodnia, a my szukamy czegoś na weekend i to najlepiej z Katowic. I jest! Wysyp tanich lotów do Holandii. Ceny najniższe, jakie tylko oferuje Wizzair, są w środku tygodnia, ale wylot w sobotę i powrót w niedzielę też się znalazł. Gdyby decyzja o zakupie zapadła trochę szybciej, bilet były zdecydowanie tańszy, a i tak udaje się nam kupić loty w dwie strony do Holandii w cenie 100 zł za osobę (dużo taniej niż bilet Intercity z Sosnowca do Warszawy!) No - to mamy lot za stówkę, trzeba jeszcze znaleźć jakieś miejsce do spania i dowiedzieć się, co ciekawego możemy robić w Eindhoven.

Pierwszy pomysł - wynajęcie samochodu i wycieczka do małych miasteczek z typowym holenderskim krajobrazem, kanałami i wiatrakami. Niestety, wypożyczenie auta w tym terminie jest zbyt drogie. Samo Eindhoven bywa dość często odwiedzane i można znaleźć sporo informacji o mieście, ale niestety zabytków zbyt wiele nie ma. Poczytałam fora Polaków mieszkających w tym mieście i wielu z nich poleca wyjazd pociągiem z Eindhoven do Bredy bądź ‘s-Hertogenbosch (zwane Den Bosch). Krótki spacer wirtualny z Google wystarczył, żeby podjąć decyzję, że nocujemy w Den Bosch, a na samo Eindhoven zostawiamy ze 2 godziny przed powrotem.


Nasz lot był nieco opóźniony, ale po ostatnich doświadczeniach (opóźniony i odwołany) i tak się cieszymy, że w końcu siedzimy na pokładzie „landrynki”.
Na miejscu jesteśmy późnym popołudniem, autobusem 400 z lotniska jedziemy do centrum na dworzec kolejowy (bilet kosztuje 3,5 E). Autobusy jeżdżą co chwilę i są bardzo dobrze skomunikowane z centrum. Bilet na pociąg kupiliśmy w kasie, ponieważ automat nie przyjął naszej karty. Bilet do Den Bosch kosztuje w kasie 7.10 E. Pociągi jeżdżą często. Po około 30 minutach byliśmy w Den Bosch. Nocleg znaleźliśmy w Paolos' Place – można się tam dostać pieszo (idzie się 40 minut) lub dojechać autobusami nr 61, 62, 64 (jedzie się 15 minut). Maciek przygotował wcześniej trasę, więc idziemy. Mamy mały schludny pokoik ze wspólną łazienką, zostawiamy w nim rzeczy (dużo ich nie ma w małym podręcznym) i idziemy „na miasto”.


Pogoda jest świetna, późne popołudnie, słońce powoli zachodzi i pięknie oświetla rezerwat przyrody, który podziwiamy z ławeczki na murach miasta.





Den Bosch przecięte jest siecią kanałów. Co jakiś czas widzimy małe łódki z turystami, płynące kanałami – jutro to my będziemy w nich siedzieć i oglądać miasto zupełnie innej perspektywy.

Spacerujemy starymi brukowanymi uliczkami, oglądamy zabytkową zabudowę i podziwiamy piękne holenderskie mieszkania, które nie mają „nic do ukrycia” – można by rzec, to raj dla podglądaczy;) Kiedy Pierwszy raz byliśmy w Holandii, brak firan i zasłon, gołe okna zapraszające sąsiada, żeby zerknął do środka, bardzo mnie szokowały. Jak widać, nic się nie zmieniło. Holendrzy traktują parapety jak swego rodzaju wystawy sklepowe i dbają o ich estetykę. To właśnie kocham w podróżowaniu, tę różnorodność i odmienne kultury. Polak, Czech, Włoch, Arab, Hiszpan lub Anglik zasłaniają okna w swoim domu, Holendrzy nie. Ich okna lśnią czystością, żadnych firanek, zasłonek, rolet itp. Na parapetach układają piękne dekoracje, wewnątrz widać porządek. Den Bosch nie jest duże, więc spacerujemy. Od nazwy tego właśnie miasta pochodzi używana dziś forma nazwiska niderlandzkiego malarza Hieronymusa van Aaken, znanego jako Hieronim Bosch. Znajduje się tu też muzeum poświęcone dziełom tego artysty.




Klimat miasteczka jest wspaniały. Mało kto spędza sobotni wieczór w domu, więc miasto ożywa wieczorową porą. 

Oglądamy dokładnie katedrę, bo chcemy wpatrzeć wśród 25 aniołów ozdabiających zewnętrzną część świątyni jednego takiego, który… rozmawia przez telefon komórkowy i jest ubrany w dżinsy. Anioła znajdujemy i czytamy, że jest to efekt restauracji obiektu z 2010 r. Sint-Janskathedraal robi niesamowite wrażenie (a nie jedną katedrę już widzieliśmy…).

Ozdobiona koronkowymi zwieńczeniami (Brabancja słynęła niegdyś z koronek) i niezwykle piękna budowla była wznoszona przez trzy wieki – od 1220 po 1530 rok. Na centralnym placu, obok katedry akurat rozstawiło się wesołe miasteczko. Jest gwarno – rodzice z dziećmi, młodzież, wszyscy bawią się do późnych godzin wieczornych. Bardzo wiele osób przesiaduje w knajpkach ze znajomymi, w lokalach wręcz brakuje wolnych miejsc. Snujemy się uliczkami, wchodzimy w prawie wszystkie ciemne kąty i skwery, a tam widzimy prześliczne podwórka, stare zejścia do kanałów, a cała ta średniowieczna zabudowa robi wieczorowa porą na nas duże wrażenie!
W końcu zmęczenie daje o sobie znać i wracamy pieszo do wynajętego pokoju. Oj – chciałoby się teraz mieć rower!








Około 2 nad ranem do pokoju obok nas przychodzą jakieś dziewczyny z Niemiec – bardzo się starają, żeby się nie śmiać i być cicho, ale im średnio wychodzi ;)

Wstajemy rano, Niemki wstały wcześniej od nas i już się wymeldowały! Po kawie i śniadaniu idziemy jeszcze raz pieszo do centrum. Tym razem kierujemy się prosto do miejsca, w którym można zwiedzić miasto z poziomu kanałów. Co jak co, ale tej atrakcji nie możemy sobie odmówić.
Rejs łódką po kanałach  Binnendize jest jedną z najlepszych atrakcji miasta.





Bilet można rezerwować online lub kupić w Ticketsale "Kring" information center, Molenstraat 15a lub Parade 12. Woda w Binnendize płynie wzdłuż tyłów domów i pod nimi. Około 1500 roku Den Bosch było ważnym miastem handlowym. W tamtych transport towarów drogą wodą był bardzo popularny, więc kanały wykorzystywano do dostarczania towarów handlowych. Warsztaty, małe manufaktury, a nawet małe fabryki i browary były budowane na tyłach domów, ponieważ miały bezpośredni dostęp do rzeki. Ta sama woda w średniowieczu była wykorzystywana do wylewania ścieków, pobierania wody pitnej, gotowania, prania, pływania. Przestrzeń miasta była ograniczona murami, dlatego mieszkańcy musieli budować łuki nad kanałami, a na nich mogli stawiać swoje domy. Tak właśnie powstał niezwykły obraz kanałów, w których woda płynie w wielu miejscach pod miastem. Wycieczka łodzią jest niesamowita, w wielu miejscach płyniemy pod miastem, przepływamy pod ulicami i widzimy spody pokryw studzienek ulicznych, płyniemy pod kościołem. Wąskie kanały pełne są pajęczyn, gniazd nietoperzy i ujść kanalizacyjnych. Przepływając pod urzędem miasta, widać szklaną płytę podłogową znajdującą się w holu. Cóż… chodząc po Den Bosch, widzimy tylko jedną jego część, pływając łodziami pod miastem, mamy okazję poznać je zupełnie innej perspektywy. Wycieczka jest w języku holenderskim, ale kupując bilet, dostajemy ulotkę w języku polskim. Wycieczki łodzią cieszą się dużym zainteresowaniem Holendrów, więc dobrze, że byliśmy jednymi z pierwszych i załapaliśmy się na godzinę 11. Później było bardzo dużo ludzi i kolejki! Będąc w Den Bosch, musieliśmy też spróbować miejscowego specjału – Bosche bol.




To pyszne ciacho – kula z bitą śmietaną całe zanurzone w czekoladzie. Bardzo słodkie, bardzo smaczne, faktycznie trzeba skosztować. My w celu degustacji tego specjału wybieramy De Roosekrans, około 100 m na wschód od rynku (kawa za 2 E, Bosche bol za 3.20).




Niestety pogoda trochę się pogorszyła i zaczęło padać. Idziemy zobaczyć cytadelę, po drodze przechodzimy obok zwodzonego mostu, który akurat otwierał się przed płynąca barką. Później idziemy znów do centrum, wchodzimy do katedry, następnie idziemy coś zjeść z budki rybnej ustawionej na centralnym placu obok wesołego miasteczka i wracamy na dworzec kolejowy.








W Eindhoven nam się jakoś szczególnie nie podoba. Idziemy zobaczyć muzeum Philipsa i chodzimy po mieście. Jest niedziela i chyba jakiś ważny mecz, bo knajpki pękają w szwach od kibiców. Miasto jest raczej nowoczesne, dochodzimy do najstarszej jego części, jednak po wizycie w Den Bosch, nie robi ona na nas większego wrażenia. Wrażenie za to robi parking rowerowy przy stacji kolejowej. Takiego parkingu nie widzieliśmy nigdy wcześniej.
Nasz samolot znowu jest opóźniony, ale cierpliwie czekamy na lot, pełni wrażeń z pięknego Den Bosch i kosmopolitycznego Eindhoven.




 
Weekend był super! A wydatek… porównywalny z wyjazdem do jakiegoś popularnego miejsca w Polsce i wyjściem do knajpki z jedzeniem i piciem.






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz