czwartek, 25 lutego 2010

Bangkok przed powrotem do domu

25.02.2010

Jedziemy do Bangkoku. Autobus zarezerwowaliśmy sobie zaraz po przyjeździe na Lantę, ale najpierw korzystamy z ostatniego dnia pobytu na wyspie. Wstajemy o 7 rano, od razu hop do wody, a woda spokojna, błękitna i przyjemnie chłodna. Lanta żegna nas pięknym gorącym dniem. W wodzie siedzimy ponad godzinę i wspominamy najfajniejsze chwile pobytu tutaj. Potem śniadanko w knajpce, do której wczoraj zaprowadził nas sąsiad Niemiec i trzeba się wymeldować. Nie ma problemu z bagażami, bo można je zostawić na recepcji, więc oczywiści idziemy na plażę, ale tym razem tylko posiedzieć w cieniu. W końcu tuż przed godziną 13 przyjeżdża po nas kierowca i busem wraz z innymi turystami jedziemy na przystań promową. Promem ze 2 razy przeprawiamy się na ląd i dalej busem do Krabii.

sobota, 20 lutego 2010

Morze Andamańskie

20.02.2010
Droga była koszmarnie długa, ale w końcu jesteśmy w raju. Przez chwilę czuliśmy się niepewnie, jak większość podróżujących, ponieważ zabrano nam bilety, a w zamian dostaliśmy małe naklejki z odręcznym napisem Lanta. Sposób na naklejki działa bez zarzutu, nikt nie sprawdza biletów, a najzabawniejsze są miny turystów, którzy są przekazywani z rąk do rąk i nikt nie wie, o co chodzi, ale wszystko to jakoś działa i to punktualnie! Ale bycie paczką nie wszystkich bawi ;) Po przyjeździe weszliśmy do agencji spytać o bilet powrotny do Bangkoku, bo bywają problemy z rezerwacją miejsc. Bilet powrotny już mamy, a przy okazji wykupiliśmy jedną z zaplanowanych wycieczek po dobrej cenie. Mieszkamy w Arrow House – w miarę tanio i przyjemnie, pierwsze wrażenie nie było najlepsze, ale byliśmy 24 h w drodze. Po kąpieli w morzu, odpoczynku, kolacji dostrzegliśmy w tym miejscu pozytywy. Pomimo wcześniejszych obaw nie ma tu hałaśliwych dyskotek (przynajmniej dziś, a to jest sobota).

piątek, 19 lutego 2010

Kanchanaburi

Wczorajszą kolację i dzisiejsze śniadanie zjedliśmy w Jolly Frog (hostel z bardzo dobrymi cenami, polecany), potem bardzo długo czekaliśmy na autobus do wodospadów Erewan. Nie wykupiliśmy wycieczki, więc sami musieliśmy znaleźć przystanek, znowu pomogli nam w tym miejscowi (znajduje się on na rogu cmentarza od strony dworca kolejowego, nie ma tam żadnego znaku, przystanek po prostu tam jest i każdy miejscowy to wie ;).

czwartek, 18 lutego 2010

Drugi dzień w Ayutthaya

Dzisiaj po śniadaniu bierzemy rowery i zwiedzamy: Viharn Phra Mongkon Bophit – największy wykonany z brązu pomnik siedzącego Buddy – słabe, Wat Phra Sisanphet – 3 chedi z 15 wieku – grobowce królów Ayutthaya (warto, klimatyczne miejsce) oraz ruiny wielkiego pałacu – faktycznie ruiny, są tylko fundamenty, ale można sobie wyobrazić jak ogromny był pałac. Jedziemy na północ do Wat Na Phramen – sama świątynia nie powala, ale i tak lepsza od pierwszej wiharny, natomiast panuje tam atmosfera skupienia i modlitwy, bo nie ma masówki. Po lewej stronie za świątynią są 3 chedi, z pierwszej wyrasta drzewo, w korzeniach którego jest malutka głowa Buddy. Stąd jedziemy na Złotą Górę – daleko, ale warto, widoki nas rozczarowały, ale sama świątynia rewelacyjna.
Wracając oglądamy wielkiego leżącego Buddę w Wat Lokkayasutharam – jest wielki!

środa, 17 lutego 2010

Ayutthaya


Wstaliśmy o 7 rano, pakowanie i idziemy szukać transportu na dworzec północny Mochit 2. Wiedzieliśmy, że dojedziemy tam autobusem nr 3, ale gdzie jest przystanek? Pytaliśmy tu i tam i nikt nie wiedział, najczęściej mówili o turystycznych klimatyzowanych autobusach, wycieczkach lub taxi, a my jak na złość uparliśmy się na 3 (czerwony, lokalny autobus z drewnianą podłogą bez szyb).

wtorek, 16 lutego 2010

Trzeci dzień w Bangkoku

Dzisiaj zwiedzaliśmy Pałac Vimanmek, czyli pałac z drewna tekowego, który był rezydencją dziadków obecnie panującego króla. Bilety wstępu to kupione wczoraj wejściówki do Wielkiego Pałacu (ważne 7 dni). Dojechaliśmy tuk-tukiem za 10 TBH zgadzając się na 1 stop w wytwórni biżuterii i kamieni szlachetnych, gdzie podglądaliśmy jak jubilerzy obrabiają kamienie. Potem już prosto do Pałacu.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Drugi dzień w Bangkoku


Dzisiaj drugi dzień w Bangkoku. Zwiedzaliśmy Wielki Pałac i Wat Phra Khaew oraz Wat Pho i Wat Arun – taki maraton po świątyniach. Opisywać nie będziemy, bo nie jesteśmy w stanie opisać tych cudnych wrażeń. Na pewno warto mieć na to wszystko więcej czasu, żeby nie pędzić, tylko delektować się tą architekturą, posiedzieć w świątyni, zapalić kadzidełko…

niedziela, 14 lutego 2010

Jedziemy do Tajlandii


Przygotowania do wyjazdu i odkładanie $$ zaczęliśmy już pół roku wcześniej. Na początku był pomysł - Jedziemy do Tajlandii. Potem długie wizyty na forach i spacery z Google Earth. Kupiliśmy 2 przewodniki, w prezentach dostaliśmy dodatkowo jeszcze 2 fajne książki :), Maciek opracował dokładne mapy, ja listę hosteli i plaż ;). Zdecydowaliśmy, co chcemy zobaczyć, gdzie jechać itp.